Nazywam się Marta Łęczycka. Jestem muzykiem, a prywatnie jestem mamą trzech chłopców w wieku przedszkolnym.
Głęboko wierzę, że muzyka wzmacnia relacje, rozwija inteligencję i buduje emocje.
Moją misją jest stworzyć przestrzeń, w której w naturalny i nieskrępowany sposób dzieci będą wspierane w rozwoju. Pierwsze lata życia to czas, w którym człowiek z łatwością nabywa nowe umiejętności i kształtuje swoją wrażliwość.
Chcę “karmić” mózgi dzieci tym, co jest piękne i wartościowe. Największym problemem, jaki napotykam, jest brak jakiejkolwiek refleksji nad znaczeniem sztuki w wychowaniu i życiu człowieka. Najczęstszym przypadkiem jest totalny brak zrozumienia, czym jest wychowanie przez sztukę i bardzo chcę to zmienić.
W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo książek, poradników, które leżą i kurzą się na półkach. Chciałabym, że ten blog stał się pomostem między światem wzniosłych haseł i codziennym życiem. Niech to będzie taka strona z przepisami na to, jak naprawdę możemy korzystać ze sztuki. Nie ma znaczenia, czy jedyne co robiłeś do tej pory to gra na "cymbałkach" i malowanie martwej natury dawno temu w szkole, czy jesteś już całkiem wprawnym kucharzem, który potrzebuje tylko małego kopniaka, by urozmaicić swoją gotowaną od lat tak samo pomidorówkę.
To nie jest typowy blog dla rodziców. Będzie tu o tym jak możemy tworzyć i wyrażać siebie poprzez sztukę. Każdy z nas ma w sobie pierwiastek kreatywności. Każdy z nas się z nim rodzi, a ten pierwiastek chce być odkryty i wykorzystany w codziennym życiu.
Nie wierzę w "100 pomysłów na zabawę z dzieckiem" ani "365 przepisów na sałatkę jarzynową". Chcę pokazywać Wam tutaj, ale też na TikToku, Instagramie czy Facebooku pewne mechanizmy, nie gotowce. Wszystkie materiały, które tutaj znajdziecie będą zawierały też informacje: po co? dlaczego to ma sens?
"Wychowanie przez sztukę" stało się ostatnio modne. Tylko (moim zdaniem) słowo WYCHOWANIE jest tu trochę problematyczne. Ludziom, którzy przeżyli już swoją osiemnastkę wydaje się to zakończonym procesem - "tak mnie mama wychowała i tyle". Dorośli często nie uważają się za beneficjentów tego procesu. Największa tajemnica jest jednak taka, że rodzic przekazuje dziecku to, co ma do zaoferowania. Jeśli dzieci uczą się od rodziców języka to kto powinien się nim przede wszystkim posługiwać? 🤔 To samo przecież dotyczy używania telefonów, aktywności fizycznej, a co za tym idzie dotyczy też rozwoju muzycznego, plastycznego. Jeśli rodzic siedzi "przyklejony do telefonu", trudno oczekiwać od dziecka, żeby chętnie wychodziło na podwórko. Jeśli mama czy tata chętnie jeżdżą na wycieczki rowerowe zakończone piknikiem, jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko równie chętnie będzie na rowerze jeździć.
Znajdziecie tutaj treści opierające się na dwóch filarach: obcowanie ze sztuką (w roli odbiorcy) oraz aktywność twórcza. Jeśli wszystko przebiega naturalnie, to są to dwa elementy jednego systemu - jedno wynika z drugiego i oba te elementy wzajemnie się napędzają.
Bo tu chodzi o coś więcej! Tu niekoniecznie chodzi o muzea, filharmonie i wystawy. Tu chodzi o poszukiwanie nowych rozwiązań, krytycyzm, zachwyt i dociekliwość, podejście do siebie i świata jak do czegoś, co zmienia się i czeka na odkrycie, nie jest zastane i skończone. Chodzi o otwartość na nowe myśli, poglądy, brak zgody na rutynę.
To kilkulatek zachwycony tym, że niebieski i żółty dadzą zielony, bo przed chwilą sam to odkrył. To starszy brat - pianista, który zamiast szybko odsunąć młodszą siostrę od pianina "bo przecież ma brudne ręce" przysuwa sobie krzesło i tworzą razem.
Wiecie gdzie my, dorośli, często robimy błąd? Mierzymy wszystko swoją miarą.
"A bo to dla niego za trudne", "A po co te wszystkie zmiany rytmu, metrum, tyle nut - za trudne", "Niech najpierw będzie prosto, będziemy utrudniać jak się nauczy podstaw" - no niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy tak nie pomyślał. Każdy temat przecież można rozłożyć na części pierwsze, ale no umówmy się - to, że coś jest poświęcone dzieciom nie oznacza od razu, że ma być banalne! Prawda jest taka, że im bardziej róznorodnie dźwiękowo (ale dotyczy to pewnie wszystkiego) na początku, tym łatwiej będzie później. Mózg dziecka jest na tyle plastyczny, że nowe bodźce jeszcze spowodują, że nie dość, że mózg przetworzy je zwycięsko to one jeszcze go wzmocnią.
Tak naprawdę my - dorośli - bardziej martwimy się o siebie. Ile będzie to od nas wymagać? A co jeśli trzeba będzie zejść z dobrze znanej ściezki? Czy udźwigniemy wysiłek związany z obcowaniem z tym, co nieznane? A co jeśli dziecko zada nam pytanie, a my nie będziemy znać na nie odpowiedzi?
Wniosek jest jeden. Jeśli w całym procesie twórczego wychowania pojawia się jakiś opór, to prędzej ze strony rodzica niż dziecka.
I to w naszym myśleniu musi zajść zmiana.
Chcesz mnie bardziej poznać? Zacznij TUTAJ!
A potem zapraszam na bloga. Mam nadzieję, że uda mi się Ciebie zainspirować!