Filarem muzyki dziecięcej (choć nie tylko!) jest fakt, że muzyka ma odpowiadać na naturalne potrzeby człowieka. Bo muzyki nie trzeba rozumieć, trzeba ją czuć. Muzyka jest przede wszystkim narzędziem służącym nam do komunikacji, wyrażania siebie i samoregulacji.
Ważna jest różnorodność - nie tylko muzyki, ale o tym napisałam już TUTAJ. Zapraszam.
Dziś natomiast chcę skupić się na algorytmach i tym, dlaczego "psują nasze dzieci".
Celem każdej platformy streamingowej jest to, aby zatrzymać odbiorcę jak najdłużej. Kiedy puścimy dziecku tzw. brainrota to algorytm momentalnie puści dziecku utwory podobne do tego pierwszego. Algorytm sam się nakręca, podrzuca kolejne podobne filmiki czy piosenki, a nasze dziecko żyje w ubogim (muzycznie) świecie. Wiecie dlaczego piosenki dla dzieci mają pstrokate, jaskrawe i przebodźcowujące teledyski? Badania pokazują, że to właśnie dzieci najłatwiej jest uzależnić. Mózg dziecka charakteryzuje się dużą neuroplastycznością, o czym napiszę niżej. Dzieci mają też nadaktywny układ nagrody, więc obszary mózgu odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności i motywację są u dzieci niezwykle wrażliwe. Bodźce takie jak gry, przebodźcowujące bajki czy teledyski do piosenek powodują u nich potężny wyrzut dopaminy. Jeśli nauczymy mózg naszego dziecka, że kiepskie piosenki dziecięce są przyjemne, dziecko uzależni się od nich bardzo szybko, a algorytm podpowiadający te same utwory nie pomoże.
Wiemy, że zupka chińska nie jest zupą, a żelki na obiad to zły pomysł. Wiemy, że źle wpływa to na nasze zdrowie. To dlaczego "karmimy" nasze dzieci kiepskiej jakości "sztuką"? Sztuka ma bezpośredni wpływ na rozwój mózgu dziecka.
Mózgi naszych dzieci mają w sobie mnóstwo połączeń synaptycznych - to takie specjalne miejsca kontaktu, w których nasz mózg przekazuje sygnały do innych mięśni, gruczołów. Pozwala to na przepływ informacji po całym układzie nerwowym. W szczytowych momentach rozwoju w mózgu niemowlęcia może powstawać nawet do 2 milionów nowych połączeń na sekundę. Około 2.-3. roku życia dziecko ma dwukrotnie więcej synaps niż dorosły człowiek. Tak wielka liczba połączeń daje dziecku ogromną elastyczność. Pozwala na błyskawiczną i intuicyjną naukę np. języków obcych. Około 2.-3. roku życia rozpoczyna się proces „przycinania”. Mózg zaczyna usuwać te synapsy, które nie są używane. Połączenia aktywowane przez codzienne bodźce, rozmowę, zabawę i emocje ulegają za to wzmocnieniu. Synapsy ignorowane i nieaktywne zanikają. Dlatego właśnie tak ważna jest ta różnorodność.
Muzyka dla dziecka nie musi być "gorsza". Strasznie denerwuje mnie fakt, że dzieci są często traktowane jak odbiorca "gorszego sortu". Obrazki w książkach dla dzieci są czasem wstrokate, brzydkie, wręcz nierealne. Piosenki dla dzieci bywają zrobione na dosłownie dwóch akordach, w absolutnie niezaskakującym metrum czy skali... Uwierzcie, że muzyka ma dzieciom więcej do zaoferowania. Co do robi mózgom naszych dzieci? Zamyka je w klatce. Nie pozwala rozwijać tych połączeń synaptycznych, aż w końcu one zostają wycięte.
Zobaczcie, do czego to prowadzi!
Do czasu!! Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy jako dziecko nie powiedział "Nie lubię tego" zanim jeszcze spróbował.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której obie osoby mówią "Ja wolę kuchnię włoską", ale jedna spróbowała kuchni włoskiej, chińskiej, polskiej, węgierskiej, a druga je w kółko pizzę i spaghetti. Czy ta druga ma jakąś szerszą perspektywę czy zamknęła się w jakiejś klatce?
Jak dziecko może powiedzieć "Nie lubie tego sera" skoro je tylko kanapki w dżemem?
Dokładnie tak samo jest z muzyką (i nie tylko). Często mówimy, że nie lubimy jakiegoś rodzaju muzyki, ale pojawiają się tutaj dwa aspekty.
Czy poznaliśmy ten rodzaj muzyki i naprawdę możemy powiedzieć, że go nie lubimy?
Mamy wybór. A wyobraźmy sobie sytuację, w której dziś Spotify czy YouTube ogłasza, że od jutra będzie można posłuchać tylko hardrocka.
Fani hardrocka są zadowoleni, a reszta? Lubimy przecież mieć wybór. Lubimy posłuchać sobie czegoś do biegania, czegoś innego po ciężkim dniu w pracy, a czegoś innego przy kolacji z mężem.
Mamy wybór i lubimy wybór. A dzieciom zabieramy tę możliwość wkładając je w jakiś algorytm.
Trudno dziwić się, że czasem dzieci traktowane są jako gorszy odbiorca. Kto to spowodował? Prawda jest brutalna - My, dorośli! Do to my wybieramy treści dla dzieci. "Po co dziecko ma słuchać muzyki klasycznej skoro ja tego nie rozumiem - to ono tym bardziej". Zrozumieć pewnie nie zrozumie, ale odbieramy mu możliwość POZNANIA tej muzyki. A to właśnie to poznanie powoduje, że synapsy nie zostaną odcięte i mózg dziecka zachowa neuroplastyczność.
Jeśli dziecko słucha "brainrota", może warto "na drugą nóżkę" puścić mu coś innego? Wszystko rozbija się właśnie o RÓŻNORODNOŚĆ.
Jeśli dziecko chodzi tylko do kina, może powiedzieć, że nie lubi teatru? Zabierzmy dzieci raz do filharmonii, a za chwilę na mecz żużlowy. Zabierzmy dzieci do teatru, a potem na dożynki.
Moim zdaniem, chodzi o to, żeby dziecku dać narzędzia - nie rozwiązania. Nie jest celem to, żeby puścić spokojna muzykę "bo dziecko się uspokoi". Chodzi o to, żeby pokazać mu i dać takie narzędzia (czyli tak rozwinąć jego mózg), żeby sam wiedział co działa na niego uspokajająco, a kiedy będzie tego uspokojenie potrzebował, dziecko będzie wiedziało, co zrobić. Chodzi o to, żeby dziecko wiedziało, że jak jest czas potańczyć to wybiera muzykę, X jak chce się uspokoić to wybiera Y, kiedy potrzebuje skupienia to może wybrać Z i dlatego ta różnorodność jest taka ważna. Jeśli dziecko zna różne opcje - może wybierać.
Nie!! I to jest dobra wiadomość. To, że nie umiemy grać na instrumencie, nie wychowaliśmy się w rodzinie dwujęzycznej nie oznacza, że jesteśmy już na straconej pozycji. Nadal możemy dla być krok do przodu i zrobić dla dzieci coś lepiej. Możemy pozwolić dzieciom rozwinąć te połączenia synaptyczne, a właściwie nie pozwolić ich odciąć. Niech to, co było dla nas sufitem, będzie podłogą dla naszych dzieci. Nie wrzucajmy dzieci w algorytmy dzisiejszego świata.